Poród

Poród z doulą

Prześlij dalej Drukuj
Poród: Poród z doulą

fot. Shutterstock

Gdy pewnego dnia Marysia z Anią przekroczyły próg szkoły rodzenia, powitały je uśmiechy. Zajęcia rozpoczęły się od przedstawienia par: „Jestem Zosia, to mój mąż Romek, a w brzuszku siedzi Tadek”. Kiedy przyszła ich kolej, Marysia powiedziała: „Nazywam się Marysia, a to jest Ania. Jesteśmy przyjaciółkami i będziemy razem rodzić”.
– Z uwagi na pracę męża do końca nie wiedziałam, czy będzie mógł towarzyszyć mi przy porodzie – wspomina Marysia. – Kiedy Ania zaproponowała mi, że będzie ze mną w tym dniu, nie zastanawiałam się ani chwili. Czarek również był przy niej, ale w czasie porodu czekał na korytarzu. Wkroczył w momencie, gdy Marysia była już spokojna, a mała umyta i ubrana. Wszystko, co się działo wcześniej, pozostało między przyjaciółkami.
– To było niesamowite przeżycie – opowiada Ania z uśmiechem na twarzy. – Obejrzałam z boku coś, co wcześniej było moim udziałem, ale bez bólu i stresu. Tylko piękne, czyste emocje. Gdy we troje tulili się do siebie, wzruszyłam się. To było dla mnie wielkie wyróżnienie. Takie rozwiązanie jest wspaniałe, gdy mamy godną zaufania przyjaciółkę, która sama jest mamą. Tylko kobieta jest w stanie wejść w psychikę drugiej kobiety. – Gdyby nie Ania, zwariowałabym. Wokół były różne osoby, ale ich twarzy nie pamiętam, wyraźnie widzę tylko Anię. To na niej byłam skupiona aż do końca. – Rodzenie z przyjaciółką to nie tylko trzymanie jej za rękę – wyznaje Ania. – Trzeba zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności. Już na kilka tygodni wcześniej musiałam zrezygnować z innych planów. Byłam wtedy 24 godziny na dobę pod telefonem.

Co zrobić, gdy nie mamy w zanadrzu opanowanej przyjaciółki, która sama jest mamą, a nie chcemy rodzić z mężem?

Naprzeciw potrzebom przyszłych mam wychodzi doula (czyt. dula). Słowo doula z greckiego oznacza służącą. Obecnie odnosi się do kobiet, które zawodowo pomagają kobietom w czasie ich ciąży, porodu i po urodzeniu dziecka.
Jedną z doul jest Katarzyna Wójcik-Brylska, pogodna i komunikatywna 50-latka z Warszawy. Podczas naszego spotkania towarzyszy jej córka Agnieszka, będąca w 9. miesiącu ciąży. – Mój specjalista od PR – śmieje się Kasia. – Ja jestem jej mamą i doulą zarazem. Trzy lata temu do Kasi przyjechała koleżanka z USA. Podczas rozmowy wspomniała o swojej pracy z kobietami w ciąży. Wtedy dowiedziałam się, że w Stanach jest zawód o nazwie doula. – Robiłam to samo intuicyjnie! – mówi Kasia. – Choć miałam duże wątpliwości, czy w Polsce taki zawód się przyjmie, postanowiłam spróbować. Najpierw działałam sama, a gdy zobaczyłam, że panie coraz chętniej decydują się na taką pomoc otworzyłam Doula-SERVICE – firmę szkolącą kobiety do tego zawodu. Pomysł 36-letniej Małgorzacie Boreckiej, żeby zostać doulą, też podsunęli przybysze ze Stanów. Na studiach Gosia uczyła języka polskiego amerykańskie małżeństwo. Linda przyjechała do Polski jako doula. Zabierała Małgorzatę jako tłumaczkę na spotkania z mamami, dzięki temu poznała ten zawód. Gdy sama była ciąży, poprosiła Lindę o pomoc. Dziś Gosia ma pięcioro dzieci.
Rozmawiamy, siedząc w ogrodzie. Wokół nas biega na bosaka trójka maluchów. – W 2003 roku pomagałam przy pierwszym porodzie i klamka zapadła – wspomina, przytulając najmłodszą, 3-letnią córeczkę. –Pomyślałam wtedy: niech to będzie test, czy się nadaję. Do ostatniej chwili miałam wątpliwości. Niby wszystko było ustalone, ale przy porodach nic nie da się przewidzieć. Gdy po wszystkim rodzice płakali ze szczęścia, pomyślałam, że to jest piękne. Poczułam wielką dumę z kobiet, doceniłam, jaka siła w nas drzemie. Najpierw rodziłam ze znajomymi, potem z ich znajomymi. Pewnie do dziś funkcjonowałabym dzięki poczcie pantoflowej, gdyby nie mąż. Na Gwiazdkę podarował mi stronę internetową, którą potajemnie zrobił. Poczułam, że zaczynam kolejny, nowy etap w życiu. Doula jest zawodem otwartym, do jego wykonywania nie jest wymagane
specjalne, np. medyczne wykształcenie. Ale nie jest też pracą dorywczą dla przypadkowych osób. By dobrze wykonywać ten zawód, trzeba mu się poświęcić, a wcześniej gruntownie się do niego przygotować.

Doula jest jak siostra, opiekunka, przyjaciółka. Oprócz empatii i wrażliwości posiada rozległą wiedzę

Dziedziny, w których musi się orientować, jest wiele: anatomia, psychologia, ginekologia, fizjologia.Tego wszystkiego może się nauczyć na kursach.
Doula nie jest konkurencją dla położnej. Tak naprawdę wypełnia ona lukę między personelem medycznym a pacjentką. Lekarz przychodzi w ostatnim momencie, położne opiekują się wieloma rodzącymi, a doula całą uwagę poświęca tylko jednej. Praca douli może się zacząć we wczesnych miesiącach ciąży. Przyszłe mamy chcą wiedzieć, jak to będzie. Mają mnóstwo pytań. Pragną zweryfikować informacje na temat ciąży, zaczerpnięte z różnych źródeł. Krewni, znajomi, internet... Kobiety mają wielu doradców i mętlik w głowie. Doula porządkuje tę wiedzę, zwraca uwagę na to, co naprawdę ważne. Ale najwięcej osób dopiero około 7. Miesiąca decyduje się na fachową opiekę. Wtedy, kiedy rodzice rozważają metodę porodu, wybór szpitala.
– Zdarza się, że to mężczyźni inicjują kontakt – mówi Kasia Wójcik-Brylska. – Zupełnie nie rozumieją potrzeb partnerek, a chcieliby im jakoś pomóc. Spotykam się wtedy z obojgiem pod pretekstem omówienia wyposażenia torby do szpitala. Zwykle panowie, którzy wcześniej nie czuli tego, co ma się wydarzyć, nagle zaczynają się otwierać i ekscytować. Jedna z par, którymi się opiekowałam, tak się zaangażowała, że już w 7. Miesiącu na spotkanie przynieśli lalkę, by uczyć się przewijania – z uśmiechem wspomina Kasia.

Bardzo często jest tak, że przyszli rodzice potrzebują jedynie wsparcia, rozmowy oraz zapewnienia, że na pewno dadzą sobie radę.

Czasami przed doulą stają nietypowe wyzwania. Jedna z podopiecznych Kasi na kilka tygodni przed rozwiązaniem miała zaplanowany remont łazienki. Kobieta była samotna, więc doula miała towarzyszyć jej w przygotowaniach do porodu, a potem w pierwszych chwilach macierzyństwa. Niespodziewanie poród się przyspieszył. Kasia nie miała wyjścia: zakasała rękawy i pilnowała ekipy remontowej. – Dość nietypowe zajęcie, jak na doulę – śmieje się. – Zamiast prasowania i pomocy przy dziecku było szpachlowanie. Wspominam to do dziś!
Zwykle jednak pomoc douli ogranicza się do bardziej przewidywalnych zadań. – Przychodzę na minimum 3 godziny w dzień i 2 w nocy – wyjaśnia Katarzyna. – Towarzyszę w pierwszych dniach połogu, pomagam odnaleźć się w nowej roli. Świeżo upieczone mamy często nie wiedzą, dlaczego maleństwo płacze, mają problemy z karmieniem piersią, laktacją. To bardzo ważne, że jest przy nich ktoś, kto traktuje poważnie te obawy. – I choć nie w każdej sytuacji doula potrafi pomóc, wie, gdzie tę pomoc szybko znaleźć.
– Bywa i tak, że realizujemy dziwne zachcianki kobiet w ciąży. – wspomina Kasia. – Pewna pani, która końcówkę ciąży musiała spędzić w łóżku, któregoś dnia, rozglądając się po sypialni, powiedziała: „Wiesz, tu pasowałyby bambusy”! I ciągle do tego wracała. W końcu spytałam, gdzie można dostać te bambusy. Podała mi adres, a ja wsiadłam w samochód i pojechałam po nie. Zwykle jednak nie ulegam takim zachciankom – dodaje.
Teraz po raz pierwszy Kasia występuje w podwójnej roli: douli i matki ciężarnej zarazem. – Bardzo mi pomaga – przyznaje Agnieszka, jej córka. – Ale widzę, że denerwuje się bardziej niż zwykle. Wolę ją jako mamę, która przytuli, niż profesjonalną doulę. – To prawda – wtrąca przyszła babcia – kiedy to dotyczy rodziny, w grę wchodzą inne emocje. W większości polskich szpitali na sali porodowej może być obecna tylko jedna osoba towarzysząca. Zwykle przyszłe mamy wybierają mężów, choć coraz częściej decydują się na doulę. Jeśli nawet nie wchodzi na salę, to jest jak reżyser za kulisami. Czuwa, dopinguje, służy pomocą. Bezproblemowo przebiega tylko część porodów. W tym zawodzie trzeba się z tym liczyć. Jedna z par, którymi opiekowała się Kasia, czekała w napięciu na poród, bo mijał 40. tydzień. Torba spakowana, wózek kupiony. Kasia była non stop pod telefonem. – Właśnie byłam u znajomych, zabawa w najlepsze, a tu dzwoni telefon. Zaczął się poród – opowiada Kasia. – Rzuciłam się do samochodu. Pojechałam szybko po rodzącą i jej męża, wsiedliśmy do auta i do szpitala. Dojechaliśmy o 1 w nocy. Poród trwał 15 minut. Gdy było po wszystkim, byliśmy przeszczęśliwi. I znów czekało mnie nietypowe zadanie. Basia potrzebowała czegoś z domu, a świeżo upieczony tata był w szoku. By mógł odreagować, zaproponowałam, żeby nie jechać, tylko pójść, 7 kilometrów! Wróciliśmy także pieszo – wspomina Kasia.
Z kolei Gosia Borecka towarzyszyła kiedyś kobiecie, która marzyła o tym, żeby urodzić naturalnie, bez znieczulenia. W pewnej chwili ból tak ją sparaliżował, że nie była w stanie współpracować. – Zaczęłam wątpić, czy sobie poradzimy – wspomina Gosia. – Ale zacisnęłam zęby. Rodząca, ściskając moje ramię, podrapała mnie i posiniaczyła. Byłam poturbowana, ale bardzo szczęśliwa.
Z pomocy douli korzystają różne kobiety, zarówno młodsze, jak i starsze. Często kobiety samotne, ale również pary, które są daleko od swoich rodziców. Większość z nich to osoby, które chcą jak najpełniej przeżyć okres ciąży, a potem poród. Po to, żeby wejść w macierzyństwo ze spokojem i radością. Z poczuciem wielkiego spełnienia, a nie obaw. Doula wychodzi naprzeciw potrzebom przyszłych rodziców. Nie narzuca swojej woli. Dlatego nie powinna mieć osobowości przywódczej – wyjaśnia Gosia. – Musi zawsze stać dwa kroki za kobietą, skupiać się na jej potrzebach. Ogromnie ważna jest empatia i delikatność. Wchodząc w czyjeś ognisko domowe, chcąc nie chcąc, uczestniczymy w delikatnych rodzinnych sytuacjach. Niezbędny jest takt. – Często jestem powiernikiem – zdradza Kasia. – Rozmawiam na tematy odbiegające od spraw macierzyństwa i porodu, np. o seksie. Kobiety chętnie zwierzają się komuś niezależnemu. Stąpam po kruchym lodzie, ale wiem, że w tym okresie to ważny temat.

Nauczyć się tego zawodu można w każdym wieku.

A im większe doświadczenie w roli mamy ma kandydatka na doulę , tym lepiej. Rosnąca popularność tego zawodu w Polsce sprawia, że jest coraz więcej kursów przygotowujących do roli douli. Jeden z nich organizuje we wrześniu Kasia Wójcik- -Brylska. – To będzie pierwszy etap szkolenia, na którym kobiety będą mogły dowiedzieć się więcej o pracy douli, a tym samym sprawdzić, czy się nadają. Trzeba pamiętać, że to przede wszystkim pasja, a nie zawód. – mówi Gosia Borecka. – Z wieloma osobami utrzymuję później przyjacielskie stosunki. To miłe, gdy w podziękowaniu dostaję czekoladowy telegram albo paczkę słodyczy. Wtedy czuję, że komuś pomogłam. Największą radością jest dla mnie, kiedy rodzice zapraszają mnie na pępkowe i urodziny swoich dzieci. Chcą, bym dalej uczestniczyła w najważniejszych chwilach życia ich rodziny.

tekst: Magdalena Korczycka

Gdzie znaleźć doulę?
W Polsce ten zawód dopiero kiełkuje. I choć istnieje już szkoła i ciągle przybywa nowych doul, na razie jest tylko kilka punktów skupiających profesjonalistki. Znajdziesz je na stronach internetowych: www.doulaservice.pl, www.doula.waw.pl, www.shantala.pl/mama/doula/
Doule nie mają dokładnie ustalonych stawek. Wynagrodzenie za pracę przeważnie uzgadniane jest indywidualnie. Nie dopłaca się jednak za nocną wizytę albo telefon nad ranem.

Dodaj artykuł do

  • Wykop
  • Gwar

 
Napisz komentarz

Imię / Nick
e-mail

Wygeneruj inny kod


Komentarz (maks. 1000 znaków)

Dodaj zdjęcie (opcjonalnie)


Wpisz prawidłowy adres e-mail. Nie będzie on widoczny na naszej stronie. Aby uniknąć nadużyć, wyślemy do ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym. Kliknij w niego, aby opublikować swój komentarz.
REKLAMA






Zapisz się do naszego NEWSLETTERA.

Jako pierwsza dowiesz się o najnowszych konkursach, ciekawych wydarzeniach i specjalnych akcjach organizowanych na stronie RODZICE.PL

 





Magazyn "Rodzice"

Polecamy najnowszy numer magazynu Rodzice.

Życzymy przyjemnej lektury.


rodzice.pl na Facebooku