BYŁA PRZY MNIE MAMA
Urodziłam synka, gdy miałam 24 lata. Przez pierwsze tygodnie byli przy mnie mama i mąż. Gdy skończył im się urlop, zostałam z dzieckiem sama. Dotarło do mnie, ze synek jest całkowicie zależny ode mnie. Gdy tylko zakwilił, wydawało mi się, ze coś mu jest, coś go boli. Czułam się samotna, bezradna, przytłoczona nadmiarem obowiązków i odpowiedzialnością. Do tego dochodziło zmęczenie. Ciągle płakałam. Nie mogłam tez spać, straciłam apetyt, nic mi się nie chciało. Z pomocą przyszła mama. Wzięła urlop bezpłatny i poświęciła mi cały swój czas. Nie poszłam do psychiatry, bo sadziłam, ze takiego lekarza odwiedzają tylko chorzy psychicznie. Teraz tego żałuję. Może gdybym dostała jakieś leki albo porozmawiałabym z kimś o tym, co się ze mną dzieje, szybciej uporałabym się z depresją. A tak osiem miesięcy z dzieciństwa synka straciłam na to, żeby dojść do siebie.
Joanna z Gdańska
SKORZYSTAŁAM Z POMOCY PSYCHIATRY
Po porodzie nawet nie chciałam spojrzeć na córkę. Po powrocie do domu całe dnie spędzałam pod kołdrą, zrozpaczona i zapłakana. Mąż przynosił mi małą do karmienia, ale robiłam wszystko, żeby tego nie robić (miałam poranione sutki). W końcu córka dostała butelkę, a ja odetchnęłam z ulga. Z powodu mojego stanu nie zajmowałam się nią przez prawie pół roku. Wiem, jak ważny jest kontakt z dzieckiem, szczególnie w ciągu tych pierwszych miesięcy. Ale ja nie byłam wtedy sobą. Do wizyty u psychiatry zmusiła mnie siostra. Dopiero po przyjęciu leków i regularnych sesjach psychoterapeutycznych zaczęłam wracać do siebie. Staram się nadrobić ten czas, ale nikt nie odda mi tych pierwszych miesięcy, które mogłam spędzić z córeczką.
Marta z Radomia
BĄDŹ WSPARCIEM
Jeśli twoja siostra, szwagierka lub koleżanka z pracy ma objawy depresji poporodowej, możesz jej bardzo pomóc. Masz wiele do zrobienia:
- spróbuj nakłonić ją do kontaktu ze specjalistą (najlepiej psychologiem lub psychiatrą),
- kiedy tylko możesz, zajmij się maluchem, aby mogła nieco odpocząć,
- słuchaj tego, co mówi – nie staraj się zrozumieć jej uczuć, po prostu je przyjmuj,
- doceniaj jej wysiłki, zauważaj to, z czym sobie nieźle radzi,
- staraj się zapomnieć o zdaniu: „Weź się w garść”. To, co się z nią teraz dzieje, to nie żadne wydumane fanaberie, tylko prawdziwa choroba, która ciężko znieść.
Jeśli obawiasz się, ze jest w takim stanie, ze mogłaby zrobić coś sobie lub dziecku, nie zostawiaj jej samej w domu (poproś mamę lub zaprzyjaźnioną sąsiadkę, żeby z nią była).



Dodaj artykuł do…