WYCHOWANIE

Wychować dziecko nie zawsze znaczy to samo

Prześlij dalej Drukuj
WYCHOWANIE: Wychować dziecko nie zawsze znaczy to samo

fot. Shutterstock

Psycholodzy i pedagodzy wyróżniają kilka stylów wychowania. Warto się nad nimi zastanowić, ponieważ od tego, czy w naszym domu panuje styl demokratyczny, czy autorytarny, zależy, jak zachowuje się nasz syn lub córka dzisiaj oraz jak będzie postępował, gdy dorośnie.

Styl autorytarny
„Nie zostaniesz u babci, bo jutro rano masz basen, a potem lekcję niemieckiego” – słyszy 11-letni Antek. „A ty, mamo, nie rób takiej zbolałej miny, bo dla Antosia ważniejsza jest nauka języków niż bieganie z kolegami po podwórku” – słyszy teściowa, która namawiała synową, by wnuczek został na sobotę. Gdy babcia mówi, że dla dziecka zabawa na podwórku też jest ważna, mama Antka pyta z przekąsem: „To mam od niego niczego nie wymagać? Ciekawe, do czego by doszedł w życiu, gdybym pozwalała mu robić to, na co ma ochotę”. Chłopiec posłusznie zakłada buty, babcia się nie odzywa, a mama myśli o tym, że w poniedziałek musi zapisać syna na wakacyjny obóz językowy. W drodze do domu powtarza chłopcu: „Nie bądź taki naburmuszony, robię to dla twojego dobra”. Mama Antka należy do tych rodziców, którzy wiedzą najlepiej, co jest dobre dla ich dziecka, i są przekonani, że to dobrze dużo wymagać. Bo tylko wtedy wyrośnie na porządnego, odnoszącego sukcesy człowieka. Tacy rodzice wiedzą, że wyznaczanie zadań i egzekwowanie ich ywkonania nauczy dziecko nie tylko nowych umiejętności, jak np. swobodnego mówienia w kilku językach, ale też obowiązkowości. Mają rację, ale… Rodzic autorytarny na pierwszym miejscustawia nie tyle dziecko, ile swoje oczekiwania i niespełnione marzenia. Chce, by syn został prawnikiem lub lekarzem, więc od przedszkola zapisuje go na zajęcia pozaszkolne, a w szkole nie toleruje stopni gorszych niż piątki. Pragnie, żeby córka została tancerką, wozi ją więc cztery razy w tygodniu na balet i dba, żeby od zerówki trzymała linię. Taki rodzic nie liczy się ze zdolnościami, potrzebami i możliwościami dziecka. Zamiast tego się upiera, żeby zachowywało się zgodnie z jego zasadami. Córka ma naturę sowy i rano nie może się rozbudzić. Ale tata skowronek uważa, że tylko ten, kto wstaje skoro świt, ma szansę coś osiągnąć w życiu. I budzi dziecko w niedzielę o godz. 6, żeby iść razem na basen. Jeśli synowi nie idzie naukaniemieckiego, to rodzic nie pomyśli: „Pewnie nie ma zdolności do języków, więc dajmy sobie spokój z lekcjami”. Zamiast tego stawia szlaban na zabawy na podwórku i obniża kieszonkowe. Uważa, że nauka powinna być okupiona wyrzeczeniami i trudem. Dzieciom wpaja się szacunek dla pracy, autorytetów oraz posłuszeństwo. Rodzice wyznaczają reguły i podejmują decyzje. Rolądziecka jest podporządkowanie się. Choć nie ma nic złego w jasno określonych zasadach i konsekwencji w ich przestrzeganiu, to rodzice autorytarni kontrolują nadmiernie. Podstawową metodą wychowawczą są nakazy: „musisz to zrobić”, „powinnaś więcej pracować”, zakazy: „nie marnuj czasu na te głupie gry”, oraz kary: „marsz do swojego pokoju” lub „za karę nie pojedziesz na wycieczkę”. Co wynosi z tego dziecko? „Niesamodzielność,zamknięcie się w sobie i strach przed porażką – mówi Bogumiła Borowska, pedagog i psychoterapeutka z Gabinetu Psychoterapii i Mediacji Dialog. – Nic dziwnego, bo swoje poczucie wartości wiąże z osiągnięciami, więc każda porażka jest dla niego dramatem. Dziecko autorytarnych rodziców ma trudności w nawiązywaniu przyjaźni. Wobec rówieśników bywa agresywne i mściwe. Nic dziwnego, w końcu z domu wynosi przekonanie, że liczy się siła i wygrana. Może też nadmiernie ulegać wpływom, bo jest przyzwyczajone, że jego zdanie się nie liczy”. Jak twierdzi Martin Herbert, profesor psychologii i autor książki „Rozsądne ustalanie granic: co wolno dziecku” (GWP, 2008), wraz z wiekiem dziecko coraz częściej się buntuje. Bo jak przyznał kiedyś Antek: „Mama może zabrać mi kieszonkowe i grę komputerową, ale nie zabierze mi jedynek”. Słabe oceny są dla niego sposobem na uzyskanie wolności i poczucie indywidualności. Dziecko autorytarnych rodziców jako nastolatek i dorosły może odgrywać się za lata podporządkowania, lekceważąc zasay wpojone w domu. A wtedy do gry wchodzą alkohol, narkotyki i złe towarzystwo. Możliwe też, że za podporządkowanie się rygorom płaci wysoką cenę: choruje na anoreksję, bulimię lub depresję. Zbyt surowe wychowanie nie daje dziecku swobody potrzebnej do zdrowego testowania i odkrywania otoczenia. A to tak naprawdę zamyka przed nim możliwości uczenia się i rozwoju. Dlatego dzieci autorytarnych rodziców wcale nie radzą sobie najlepiej w szkole, a w dorosłym życiu nie wykorzystują w pełni swoich zdolności.

Styl liberalny
„Dziś po lekcjach idę do Julki” – oznajmia mamie 9-letnia Zosia. „Kochanie, wolałabym, żebyś najpierw odrobiła lekcje, a potem poszła do koleżanki” – odpowiada mama. „Oj, mamo, zdążę odrobić wieczorem” – przytula się do mamy Zosia. Mama z uśmiechem patrzy na córeczkę i mówi: „To ostatni raz,kiedy pozwalam ci bawić się przed odrobieniem lekcji”. Obie wiedzą, że to nieprawda i że mama zrobi wszystko, by Zosia była zadowolona: pozwoli obejrzeć film dla dorosłych, kupi kolejną drogą zabawkę, nie zwróci uwagi, gdy córka źle się zachowuje w autobusie lub w sklepie. Rodzic liberalny uważa, że jego podstawowym obowiązkiem jest dbanie o dobre samopoczucie dziecka. Decydując o tym, co dla niego dobre, a co złe, słucha swojego serca oraz psychologów dziecięcych, którzy przestrzegają przed negatywnym wpływem nieszczęśliwego dzieciństwa na resztę życia. Dlategoczuje się winny, gdy córka płacze, jest smutna lub gdy syn oskarża: „Nie kochasz mnie!”. Stara się jak może, żeby udobruchać dziecko i poprawić mu humor. Córka się dąsa, bo nie chce iść na obiad do babci? Tata pozwala zostać jej w domu i oglądać telewizję. Syn błaga o nową grę komputerową, choć wie, że mama nie ma pieniędzy? Mama pożycza pieniądze od koleżanki i kupuje. Tłumaczy: „Chcę, żeby miał szczęśliwe dzieciństwo”. Czy rzeczywiście to jest najważniejsze? W gruncie rzeczy rodzic liberalny najbardziej boi się tego, że dziecko przestanie go kochać. Dlatego ulega, gdy słyszy: „Nie będę cię kochać, jeśli nie puścisz mnie na podwórko”. Nawet jeśli wcześniej mówił: „Pójdziesz się bawić, jeśli posprzątasz swój pokój”. Podstawowymi zasadami w domu są: „Dziecko wie, co jest dla niego dobre”, „Rodzic musi być przyjacielem dziecka” i „Dziecko należy chwalić”. Metody wychowawcze stosowane przez liberalnych rodziców polegają przede wszystkim na pobłażliwości i rozwiązywaniu problemów syna lub córki. Zosia po raz kolejny zapomniała kostiumu kąpielowego na wf? Mama dzwoni z pracy do babci i prosi, żeby poratowała wnuczkę. Starsza pani poświęca pół dnia na jeżdżenie po mieście z kostiumem kąpielowym. A Zosia? „Ponieważ dziewczynka nie ponosi konsekwencji swojego zachowania, nie uczy się odpowiedzialności – tłumaczy Bogumiła Borowska. – Dziecko wychowane w takiej bezstresowej atmosferze wciąż testuje granice, do jakich może się posunąć. Dzisiaj zapomni o stroju kąpielowym, jutro o odrobieniu lekcji, a za miesiąc o tym, że wzięło z portfela mamy 50 zł na słodycze”. Dziecko uważa, że wolno mu wszystko i wszystko mu się należy. Nie dba o to, czy jego zachowanie sprawia komuś przykrość, ból. Rodzic chce, żeby pociecha go kochała, ale częściej wychowa skupionego na swojej wygodzie egoistę niż osobę wrażliwą i czułą. Chyba że chodzi o czułość na swoim punkcie! Dziecko liberalnych rodziców jest też mistrzem manipulacji. Szybko się orientuje, jak podejść matkę lub ojca, żeby uzyskać to, na czym mu zależy. Woli łatwe rozwiązania niż cierpliwe dążenie do celu. Ignoruje prośby rodziców i lekceważy ich argumenty. Zamiast tego upiera się przy swoim i żąda zaspokajania zachcianek. W kontaktach z rówieśnikami też oczekuje, że zawsze będzie na pierwszym miejscu. Gdy dzieje się inaczej, wpadaw złość i… traci przyjaciół. Pobłażliwość i brak jasnych zasad ustalonychprzez dorosłych sprawia, że dzieci wychowywane bezstresowo często nie mają wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa. Nie wiedza, co potrafią i w czym są dobre. Byle przeszkoda sprawia, że się poddają. To nie sprzyja ani konsekwencji w dążeniu do celu, ani dobrym wynikom w nauce. W życiu dorosłym wciąż maja roszczeniowy stosunek do ludzi i świata – inni są po to, żeby ułatwiać im życie. Przyjmują postawę biorcy, któremu wszystko się należy. Nic zatem dziwnego, że trudno im znaleźć satysfakcje zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.

Styl niezaangażowany
Sześcioletni Janek uwielbia piłkę nożną. Choć rodzice zabraniają mu zabaw z piłką w domu, czasami, kiedy mają dobry humor lub są czymś zajęci, przymykają oczy na to, że syn ćwiczy strzały w salonie. Gdy 2 tygodnietemu chłopiec zbił doniczkę z kwiatami, mama szybko posprzątała skorupy i wróciła do komputera. Przed dwoma dniami Jaś znowu strzelał do bramki zrobionej z dwóch krzeseł. Mama powtórzyła, że nie może się bawić piłkąw domu. Gdy syn nie posłuchał, podeszła do niego zdenerwowana, zabrała piłkę i wrzasnęła: „Za kare marsz do swojego pokoju!”. Dla niezaangażowanego stylu wychowania typowa jest niekonsekwencja. Mama najpierw kupuje dziecku chipsy, a gdy ono potem nie chce jeść kolacji, traci cierpliwość i wysyła malca spać bez jedzenia. Następnie ulega prośbom głodnej pociechy i przynosi kanapki do łóżka. Rodzice na pierwszy rzut oka są liberalni i przyjacielscy, wyrozumiali i łagodni. Zostawiają dziecku dużo swobody. Ale tak naprawdę mało ich obchodzą jego sprawy: jakich ma przyjaciół, jak się uczy i jakie ma talenty. Zamiast wspólnego czasu i rozmów dziecko dostaje prezenty. Gdy domaga się uwagi, najczęściej słyszy: „Daj mi spokój, padam z nóg” albo „Włącz telewizor i zajmij się sobą”. Niezaangażowanie w sprawy dziecka nie wynika ze złej woli lub braku miłości. Często rodzic jest tak zestresowany problemami w pracy lub kłopotami małżeńskimi, że nie ma sił na okazanie dziecku zainteresowania. Bywa też, że od początku rodzice traktują dziecko jak przeszkodę w tym, żeby żyć po swojemu. Dlatego w opiece nad nim chętnie wyręczają się nianiami lub dziadkami. Pretekstem jest praca do późna, kolacja służbowa.Dziecku tłumacza: „Pracuje po godzinach, żeby ci kupić rower i laptop”.Podstawową metodą wychowawczą jest… unikanie zajmowania się malcem. Pod pozorem nauki samodzielności ukrywają obojętny stosunek wobec dziecka. „Powinna być samodzielna” – twierdzi mama 5-latki, która sama wraca z przedszkola. „Tacy rodzice często tłumaczą, że są zapracowani i zestresowani, bo chcą zapewnić dzieciom jak najlepsze życie – mówi Bogumiła Borowska. – Rzeczywiście, często zapewniają im modne ubrania i wakacje za granicą. Oprócz tego dają brak poczucia bezpieczeństwa i szacunku dla siebie. Dziecko czuje, że rodzica wcale nie obchodzi to, co sięz nim dzieje. Z niską samooceną radzi sobie w ten sposób, że przechwala się i udowadnia rówieśnikom, że jest od nich lepsze. To nie budzi sympatii kolegów. Malec często ma trudności w szkole, bo rodzice nie motywują go do nauki. Albo zbiera jedynki i uwagi z zachowania, żeby sprowokować mamę lub tatę do zajęcia się nim. Dorastając, staje się nieufne i niestałe w uczuciach. Boi się bliskości, wiec nie potrafi stworzyć bliskiego związku. Lub przeciwnie: zwykły przyjazny gest traktuje od razu jako oznakę miłości i przyjaźni. A to naraża go na rozczarowania. W dorosłe życie wnosi przeświadczenie, że nie warto się wysilać, bo i tak nic dobrego z tego nie wyniknie. A wynika tyle, że pracuje poniżej swoich kompetencji i zdolności”.

Styl nadopiekuńczy
„Lenka, nie biegaj, bo się spocisz i przeziębisz” – z okna kuchni krzyczy mama 8-letniej Leny. Gotuje obiad, ale cały czas zerka przez okno na podwórko. „Nie wchodź tam, bo spadniesz” – przestrzega, gdy widzi, że dziewczynka chce naśladować koleżankę, która robi fikołki na trzepaku. Lena łatwo się przeziębia, dlatego jej mama jest wyczulona na każde pociągnięcie nosem. Wystarczy, że mała zakaszle, już zapada decyzja o zostaniu w domu.„Nie po to ma zwolnienie z lekcji wychowania fizycznego, żeby ganiać po podwórku i złapać jakiegoś wirusa” – tłumaczy mama. Gdy ciocia sugeruje, że dziewczynce przydałoby się więcej ruchu, bo ostatnio przytyła, mama Leny mówi szeptem: „Cicho, ona nie lubi, gdy się mówi, że jest za gruba”. Potem wzrusza ramionami: „ Nie ma się czym przejmować, wyrośnie z tego”.Nadopiekuńczy rodzice nie tylko są przewrażliwieni na punkcie zdrowia, higieny i bezpieczeństwa dziecka. Często są też wobec niego bezkrytyczni. Nie widzą, że ma nadwagę, kłopoty w szkole lub nie potrafi dogadać się z rówieśnikami. Najchętniej trzymają dziecko koło siebie. Chce iść na podwórko? „Bartek to łobuz, a Ola nie zdała do następnej klasy. To nie towarzystwo dla ciebie”. Bawić się może jedynie z córką koleżanki – grzecznąi mądrą. Pomagają dziecku odrabiać lekcje, bo „nauczyciele dużo wymagają”, sprzątają jego pokój, bo „samo nie potrafi odkurzyć”. Uważają się za rodziców doskonałych, bezgranicznie oddanych swoim pociechom. Ale powodem tej troski jest ich własny lęk oraz niepewność. Boją się niepowodzeń dziecka w szkole, dlatego nierzadko odrabiają za nie lekcje. Dyktują córce wypracowanie, a potem się zachwycają: „Ale nasza Lena jest mądra”. Robią za syna równania z matematyki, ponieważ jedynka to dla nich nie tyle zła ocena, ile sygnał: „Jestem złą matką”, „Poniosłem porażkę jako ojciec”. W nadopiekuńczym stylu wychowania podstawowa zasada wychowawcza brzmi: „Trzeba mieć dziecko na oku”. Dozwolone są nakazy i zakazy: „Nie koleguj się z tym chłopcem”, „Nie biegaj, bo się zgrzejesz i zachorujesz”. Ich celem jest chronienie dziecka przed niebezpiecznym światem. Przed niepowodzeniem, zranieniem i rozczarowaniem. Co wynosi z tego dziecko? „Przekonanie, że świat jest niebezpieczny, a ono samo nie da sobie z niczym rady – mówi Bogumiła Borowska. – W efekcie jest niesamodzielne i niezaradne w porównaniu z rówieśnikami. Brakuje mu wiary we własne siły i umiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Często nie potrafi określić, na czym mu zależy i czego chce. Ba, nie potrafi odróżnić sytuacjibezpiecznej od groźnej. Bo skąd ma wiedzieć, że wychylenie się z okna może się skończyć źle, skoro mama nie pozwoliła mu nigdy upaść z kanapy na podłogę?”. Rodzic myśli, że pomaga dziecku, ale sterczenie nad maluchem to hamowanie jego rozwoju intelektualnego i emocjonalnego. Chronienie jest równoznaczne z blokadą uczenia się. W dorosłość dziecko wniesie nie tylko oczekiwanie, że rodzice pomogą mu wyjść z każdej sytuacji: zapłacą zaległy rachunek, kupią mieszkanie, zajmą się jego dziećmi. Jakodorosły nie będzie podejmował wyzwań, bo wiążą się z ryzykiem, a dla niego ryzyko to coś przerażającego. To nie wróży dobrze ani jego związkom, ani sukcesom zawodowym.

Styl demokratyczny
Czteroletni Kacper siedzi przy stole w kuchni i puszcza bańki mydlane. „Kacperku, odłóż kubek z bankami, bo bańki puszczamy albo na dworze, albo w salonie. Nie chcę mydła w zupie” – irytuje się jego mama, gotując obiad. Chłopiec patrzy na nią wyzywająco, dmucha banki w jej stronę i mówi: „Totwój problem”. Mama odpowiada spokojnie: „Masz racje. To mój problem i ja go rozwiążę”. Podchodzi do syna, stanowczo bierze przyrząd do robienia baniek i odstawia na szafkę. „Dostaniesz go z powrotem po obiedzie, jak pójdziemy na spacer. Teraz zajmij się układaniem puzzli” – mówi. Chłopiec zrobił naburmuszona minę, ale po chwili bawił się puzzlami. Mama spokojniekroiła pomidory na sałatkę. Rozmawiali o tym, co będą robili w niedzielę na wycieczce rowerowej. Atmosfera w kuchni była pogodna, bez śladu napięcia. Wystarczył prosty komunikat, że w domu obowiązują jasne zasady i mama dba o ich przestrzeganie. Bez krzyku, oskarżania dziecka, że jest niegrzeczne i niedobre, bez karania: „Marsz do swojego pokoju”. Kacper uczy się, że to, co robi, niesie określone skutki. Niezależnie od tego, czy w przyszłości będzie puszczał bańki w kuchni, czy nie, to wie, że zawsze poniesie konsekwencje swojego zachowania. To jedna z ważniejszych lekcji dla dziecka. W podejściu demokratycznym rodzice dbają też, by zapewnić dzieciom możliwość wyboru i pozwolić im uczyć się na podstawie konsekwencji ich decyzji. Gdy Kacper upierał się, że nie włoży kaloszy, choć padał deszcz, mama powiedziała: „W takim razie sama pójdę do sklepu, a ty zostaniesz w domu z babcią i poczekasz, aż przestanie padać”. Uparty maluch został z babcią. Ale następnym razem bez marudzenia włożył kalosze. Podstawowe zasady wychowawcze są jasno określone oraz konsekwentnie przestrzegane. Rodzice uważają, że dzieci powinny mieć możliwość decydowania i rozwiązywania problemów na własną rękę.Oczywiście waga spraw jest dopasowana do wieku dziecka. Czterolatek może wybrać, czy woli iść z tatą na basen, czy do zoo. Czternastolatekbędzie mógł zadecydować, do jakiego gimnazjum chce zdawać lub dokąd pojechać na obóz wakacyjny. Generalnie obowiązuje zasada: dziecko mawolność w obrębie jasno określonych granic. Ani zbyt szerokich, ani zbyt restrykcyjnych w stosunku do jego wieku. Ma też możliwość testowania tego, co dla niego dobre, a co złe, i przewidywania konsekwencji. Gdy Kacperwkładał kostkę mydła do buzi, tata nie wyrywał mu jej z okrzykiem przerażenia, tylko powiedział: „Mydło nie jest do jedzenia, bo jest niesmaczne i niedobre dla brzucha”. Dziecko ugryzło mydło raz. Od tego czasu trzymało się z daleka od mydeł i płynów do prania. Rodzice dostrzegają mocne strony dziecka i pomagają mu je rozwijać. Ale widza też jego słabości i nie mają wobec malca nadmiernych oczekiwań. Słuchają tego, co syn lub córka mają do powiedzenia. Nie lekceważą ich problemów, tylko pomagają im znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Dzięki temu dziecko ma do rodziców zaufanie, często zwraca się do nich po radę i pomoc. Co demokratyczny styl wychowania daje dziecku? „Poczucie bezpieczeństwa, świadomość swoich mocnych stron i wytrwałość w dążeniu do celu – wyjaśnia Bogumiła Borowska. – Malec już w przedszkolu nie słucha ślepo innych, ma własne zdanie i potrafi być asertywny. Z drugiej strony zdrowa pewność siebie i otwartość na innych sprawia, że ma przyjaciół i potrafi zjednywać sobie ludzi.Wierzy we własne siły i nie poddaje się w obliczu niepowodzeń”. Jaki dorosły wyrośnie z takiego dziecka? Samodzielnie myślący, zadowolony z siebie i życia, odpowiedzialny. Taki, który szanuje ludzi i potrafi z nimi współpracować. Zna swoje mocne i słabe strony, nie udaje kogoś, kim nie jest. Dzięki temu ma ogromne szanse zarówno na osiągnięcia zawodowe, trwałe, szczere przyjaźnie, jak i na stworzenie bliskiego, szczęśliwego związku.

Tekst: Renata Bożek

Dodaj artykuł do

  • Wykop
  • Gwar

 
Napisz komentarz

Imię / Nick
e-mail

Wygeneruj inny kod


Komentarz (maks. 1000 znaków)

Dodaj zdjęcie (opcjonalnie)


Wpisz prawidłowy adres e-mail. Nie będzie on widoczny na naszej stronie. Aby uniknąć nadużyć, wyślemy do ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym. Kliknij w niego, aby opublikować swój komentarz.
REKLAMA





Zapisz się do naszego NEWSLETTERA.

Jako pierwsza dowiesz się o najnowszych konkursach, ciekawych wydarzeniach i specjalnych akcjach organizowanych na stronie RODZICE.PL

 





Magazyn "Rodzice"

Polecamy najnowszy numer magazynu Rodzice.

Życzymy przyjemnej lektury.


rodzice.pl na Facebooku